Społeczeństwo

CO NAS POPYCHA W OBJĘCIA LUCYFERA?

Lucyfer to nie tylko książę ciemności, upadły anioł, Szatan, ale także zło w najczystszej postaci którego nie można usprawiedliwić, choć można wyjaśnić. A zatem – żeby nie zapanowało – trzeba wyjaśniać, dlaczego mu ulegamy. Tylko tak powstrzymamy mechanizmy prowadzące w ramiona Lucyfera.

Maciej Milczanowski

 

Gdy mówimy, że zło to kwestia postrzegania, założeń, punktów odniesienia, to oczywiście mówimy o czynnikach subiektywizujących, a więc także relatywizujących każde w istocie pojęcie. Jednak w historii ludzkości mamy takie wydarzenia, których nie da się usprawiedliwić, i których nie należy usprawiedliwiać żadnymi wcześniejszymi krzywdami ani wyższymi ideami czy innymi czynnikami.

To, co stało się na Wołyniu w 1942 i 1943 r., Holocaust w czasie II wojny światowej, Rwanda w 1994 r., brutalne działania tzw. Państwa Islamskiego w latach 2013-16, to przykłady zła, które można i trzeba wyjaśniać, ale którego nie można usprawiedliwiać. W tych przypadkach dochodziło nie tylko do mordów, ale do planowej eksterminacji dokonywanej w najbardziej bestialski sposób, do jakiego zdolne są tylko osobniki Homo sapiens.

Kiedy dobrzy czynią zło

Kwestia radykalizacji młodzieży, jak i całego społeczeństwa została zbadana i doskonale opisana przez prof. Philipa Zimbardo. Najbardziej znaną, ale też najbardziej bezpośrednio odnoszącą się do tej kwestii była książka “Efekt Lucyfera: dlaczego dobrzy ludzie czynią zło”. Zimbardo przedstawił tam trzy grupy sił, które sprawiają, że tytułowy efekt się pojawia: wewnętrzne, interakcje oraz systemowe. Warto o tym wiedzieć, często bowiem zupełnie nieświadomie wpadamy w objęcia Lucyfera (niezależnie od tego, czy tenże istnieje, czy też nie).

Zatem czynniki wewnętrzne – osobowościowe, konsekwencje wychowania, radzenia sobie z trudnościami itd. Ta sfera jest najbliższa wniosków Zygmunta Freuda, który w dzieciństwie doszukiwał się zasadniczych czynników kształtujących całe nasze dorosłe życie.

Druga grupa to interakcje. Nasze bezpośrednie relacje z otoczeniem, zawody miłosne, stosunki z rodzicami, środowisko kolegów i koleżanek mają nie mniejsze znaczenie niż czynniki wewnętrzne, dlatego że nasza psychika pod ich wpływem ulega modyfikacji. Wreszcie trzecia grupa to czynniki systemowe, czyli rola autorytetów, systemu prawnego, ideologii, religii, systemu zakazów i nakazów. Dla tej grupy bardzo istotne jest występowanie ugrupowań ekstremistycznych i ich zasięg w danym społeczeństwie, oddziaływania radykalizujące ze strony polityków, sytuacji w danym przedsiębiorstwie, firmie czy instytucji. Oczywiście najbardziej radykalizuje sytuacja wojny czy ostrego konfliktu. A więc taka, w której właśnie postawa radykalna jest oczekiwana, ponieważ „nie ma już miejsca na dyskusje”.

Groźny radykalizm

Systemowe przyzwolenie na radykalizm bardzo szybko aktywizuje zarówno czynniki wewnętrzne – tzw. mroczną stronę wielu z nas, ale też negatywnie wpływa na interakcje, jeszcze bardziej zaostrzając stanowiska. Radykalizmy są także negatywnym atraktorem (określenie stosowane w teorii chaosu, inaczej magnes, wabik), przyciągającym osoby mające problemy emocjonalne, psychologiczne i/lub w interakcjach z otoczeniem.

Jednakże tutaj pojawia się istotna pułapka. Po pierwsze, nie należy popełniać błędu i wrzucać do jednego worka wszystkich „radykałów”. Warto zastanowić się, dlaczego np. nacjonaliście nie „wystarczy”” być patriotą? Przykładowo polityka zmierzająca w stronę „europeizacji”, a więc pełnej integracji z UE wraz z pomysłami rezygnacji z państw narodowych i stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, powoduje spychanie części środowisk konserwatywnych na pozycje bardziej radykalne.

Pomijając fakt, że ta koncepcja nie uwzględnia fundamentalnych różnic w budowaniu USA i przeszłości państw Europy, znacząca część społeczeństwa czuje się wskutek takiego kierunku ignorowana, potem pogardzana. Gdy powstaje tego typu pole do zagospodarowania, zawsze pojawia się siła polityczna lub quasi-polityczna, która pragnie zbić na tym kapitał, proponując tym „wyrzutkom” organizację. W ten sam sposób zagrożenie odczuwają radykalni liberałowie, którzy w konserwatyzmie widzą ograniczenie ich (całkowitej) swobody.

Gdy politycy postanawiają spożytkować radykalizację części społeczeństwa upatrując w tym korzyści w postaci tzw. słupków poparcia, to taki polityczny „parasol” stwarza silny czynnik motywujący i potwierdzający ich racje. Mimo że ilościowo mniej liczni, radykałowie zaczynają się wówczas czuć w istocie normą, której (błądząca, zdradliwa, przekupiona, głupia – „ciemny lud” – można podstawić zależnie od opcji radykalnej) większość nie rozumie. To daje impuls, by skłonności dotąd skrywane, postawy powszechnie odrzucane były coraz bardziej otwarcie manifestowane, poszerzając działanie określonego wcześniej atraktora.

Odrzucenie nauki

W środowiskach radykalnych panuje przekonanie, że badania naukowe, które wskazują na zagrożenia wynikające z radykalizmów, to efekt spisku tzw. elit albo też teorie oderwane od rzeczywistości. Liczy się przecież tu i teraz. A zatem, zamiast odwoływać się do nauki, przerzucają się linkami do różnych stron internetowych, książkami opartymi na jednostronnej narracji itd. To oczywiście droga do eskalacji konfliktu, utwardzania stanowisk, blokowania realnej komunikacji.

Efekt, o którym pisał prof. Zimbardo, stał się tematem jednej z piosenek T.Love. Śpiewali oni o Lucy Phere zamiast Lucyferze. Czym to się różni? Otóż, Lucy Phere w odróżnieniu od Lucyfera nie ma rogów ani przerażającego wyglądu. Nie jest po prostu zła. Ona jest przyjemna, mówi to, na co nasze najskrytsze emocje najmocniej reagują, mówi to, co chcemy usłyszeć. Pozwala na ujawnianie najbardziej mrocznych zakamarków naszego ego i stopniową dominację nad pozostałymi.

Znane są postaci hejtujące w sieci w bardzo agresywny sposób, a po ujawnieniu personaliów przepraszające pokornie jak dziecko. Udowodniła to redaktor Agnieszka Gozdyra, po jednym ze swoich programów ujawniając agresywnego hejtera. Efekt Lucy Phere działa powoli i często nie jesteśmy sobie w stanie uświadomić jego rosnącej roli w naszym życiu.

Polityka igra z ogniem

Tak jest z radykalizacją. Działa powoli, ale gdy się rozpędza, coraz trudniej ją zatrzymać. Politycy to wiedzą, ale władza zawsze deprawuje, zawsze zaburza widzenie. Wydaje im się, że zawierają z radykałami umowy, że będą ich kontrolować. Niestety, to tak nie działa. Radykalizm, który otrzymał przyzwolenie polityczne, będzie zawsze szedł znacznie dalej, niż chcieliby politycy. To igranie z ogniem. Z młodzieżą, która się radykalizuje, trzeba rozmawiać. Jest tam wielu świetnych ludzi, którzy trafili do takich organizacji z jednego, z trzech przedstawionych na początku powodów. Nie można ich traktować jako zła, bo to tylko umocni ich przekonania. Droga w ramiona Lucyfera jest łatwa, mroczne instynkty ekscytują, podnoszą poziom adrenaliny, ale ucieczka bywa już niemożliwa. Łańcuch na nodze, którego nie widać na pierwszy rzut oka, jest trwały i mocny.

Autor jest historykiem, doktorem nauk humanistycznych,
byłym żołnierzem zawodowym,
zajmuje się teoriami przywództwa i strategii w kontekście konfliktów;
Centrum Zimbardo ds. Rozwiązywania Konfliktów,
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.


„Nasze Czasopismo” nr 03-04/2018
źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lucifer_Liege_Luc_Viatour_new.jpg