Felieton

CO BY TU JESZCZE SPIEPRZYĆ…

Nowemu premierowi czy nowemu rządowi daje się zwyczajowo sto dni kredytu zaufania. Sto dni premiera Morawieckiego mija 21 marca 2018, zaś sto dni rekonstruowanego rządu – 19 kwietnia 2018. Czy musimy czekać tak długo, żeby wyrazić swoje oburzenie połączone z zaskoczeniem?

Mateusz Kijowski

 

Przypomnijmy sobie, co nam mówiono w grudniu, kiedy zmieniano premiera. Że sprawy w Polsce zostały uporządkowane, że pani Beata Szydło spełniła swoją rolę i wypełniła misję, że teraz konieczna jest ofensywa międzynarodowa, że pan Mateusz Morawiecki jest światowcem, bywalcem salonów, zna języki, umie rozmawiać z obcokrajowcami, że zamożny i generalnie doskonale się nadaje do nowych zadań – wywinduje międzynarodową pozycję Polski jak nigdy dotąd.

I trudno odmówić słuszności stwierdzeniu, że pan Morawiecki osiągnął na scenie międzynarodowej podobne sukcesy, jak pani Szydło na scenie krajowej. Nie można zarzucić zapowiadającym, że mijali się z prawdą albo składali obietnice bez pokrycia.

Pasmo „sukcesów” pani Szydło jest długie. Polacy nie zapomną zburzenia służby cywilnej, zawłaszczenia mediów publicznych, zdjęcia kontroli z działań służb specjalnych, likwidacji apolityczności prokuratury, zniszczenia ogromnej części unikatowych zasobów środowiska naturalnego, zburzenia Trybunału Konstytucyjnego, demontażu systemu edukacji czy destrukcji systemowej niezależności sądów i niezawisłości sędziów, poddania Polski procedurze monitorowania praworządności, a później procedurze art. 7. Traktatu o Unii Europejskiej. To tylko najbardziej wyraziste akty wandalizmu politycznego w wykonaniu tej pani, jej rządu i zaplecza politycznego.

Pan Morawiecki zastał wysoko zawieszoną poprzeczkę. Nie minęło jednak sto dni jego urzędowania, a już się zastanawiamy, czy uczeń nie przerósł mistrza. Bo przecież szlify polityczne Mateusz Morawiecki zdobywał u boku Beaty Szydło, jako wicepremier w jej rządzie i minister kierujący superministerstwem finansowo-gospodarczym. Pani Szydło częściej firmowała cudze działania niż sama była aktywna. Nawet kiedy mówimy o odmowie publikacji orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca oraz 11 sierpnia 2016 r., to nie ma pewności, czy to była decyzja pani premier, czy może szefowej jej kancelarii; na marginesie – noszącej to samo imię. Pan Morawiecki niszczy własnymi rękami.

Beata Szydło – twarz programu socjalnego w Polsce. Za jej czasów społeczeństwo zostało głęboko podzielone i skłócone.Mateusz Morawiecki – europejska i światowa twarz Polski. Za jego czasów Polska została sama na arenie międzynarodowej (nie licząc rachitycznego poparcia węgierskiej dyktatury).

Strach pomyśleć, że mogłoby dojść do kolejnej zmiany na stanowisku premiera rządu obecnej większości. Bo co prawda pokazała ona (ta większość) wielokrotnie, że nie ma wielkiego wpływu na sprawy świata i raczej kisi się w swoim grajdołku, ośmieszając się i kompromitując, to jednak jej skuteczność w działaniach napawa niepokojem. Zwłaszcza że chyba ostatni poważny obszar, w którym jeszcze rządzący nie podjęli agresywnych działań, to gospodarka. Powtarzalne szczęście spowodowało, że doszli do władzy w czasie światowej prosperity. Skoro cały świat się rozwija, trudno jest nie rozwijać się wraz z nim. Widząc jednak ich skuteczność w innych dziedzinach, trudno oprzeć się obawie, że Polska może się stać czerwoną wyspą. A jeżeli rząd zajmie się sprawami gospodarczymi na poważnie, to może również dać sygnał do odwrócenia światowych trendów.

Obecny premier uznawany jest przez niektórych za wybitnego ekonomistę. A może… dlatego tak szybko zajął się sprawami międzynarodowymi, żeby po ich zakończeniu (wynikiem będzie totalna izolacja Polski) zająć się reformowaniem gospodarki? Może nie będzie zmiany premiera, a jedynie zmiana obszaru zainteresowań premiera?

Boję się.


„Nasze Czasopismo” nr 03-04/2018
rys. Tadeusz Krotos