Historia Społeczeństwo

MARZEC 68 OCZAMI ŚWIADKA

Nie ma takiego bólu na świecie, który nas nie dotyka.

Tanna Jakubowicz-Mount

 

8 marca 1968 roku, w samo południe, skrzyknęliśmy się na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego, żeby zaprotestować przeciwko skreśleniu naszych kolegów Adama Michnika i Henryka Szlajfera z listy studentów Historii UW. Po zdjęciu „Dziadów” Dejmka Adam z Heńkiem poszli do korespondenta „Le Monde” z informacją, że będziemy zbierać podpisy pod petycją do Sejmu – protestem przeciwko zakazie grania spektaklu.

Kazimierz Dejmek wystawił Dziady z okazji 50 rocznicy Rewolucji Październikowej. Władze pod naciskiem ambasady radzieckiej uznały, że przedstawienie jest antyrosyjskie i antyradzieckie. Dla publiczności „Dziady” stały się manifestacją polityczną: Oto słowa aktora w roli oficera rosyjskiego, które wzbudzały największy entuzjazm :

Nie dziw, że nas tu przeklinają
Wszak to już mija wiek
Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek!

30 stycznia odbyło się ostatnie przedstawienie „Dziadów”. Studenci z Andrzejem Sewerynem i Jackiem Kuroniem poszli pod pomnik Mickiewicza z transparentem „Niepodległość bez cenzury”. Intelektualiści mówili o skandalicznej dyktaturze ciemniaków w polskim życiu kulturalnym. Potem sprawy potoczyły się lawinowo. Studenci przygotowali rezolucję z hasłami typu: „Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do demokratycznych i niepodległościowych tradycji narodu. Nie umilkniemy wobec represji”.

Wiec studentów UW

Wiec protestacyjny 8 marca zaczął się o 12.00 pod BUW-em. Byłam wtedy studentką trzeciego roku Psychologii. Pamiętam, jaka byłam podekscytowana. Atmosfera była podniosła, byliśmy zdeterminowani. Irena Lasota z piątego roku Filozofii, stojąc na ławce odczytywała rezolucję oprotestowującą naruszenie konstytucji PRL. Domagaliśmy się powrotu relegowanych kolegów na uczelnię. Postulaty zostały przyjęte przez aklamację. Stanęliśmy potem po Pałacem Kazimierzowskim – siedzibą rektora.

Prorektor Zygmunt Rybicki zgodził się przyjąć delegację, w której skład weszli studenci i młodzi pracownicy naukowi. Krzyczeliśmy żądając gwarancji, że nie zostaną zatrzymani: Ryszard Bugaj, Marcin Król, Irena Lasota, Zofia Lewicka, Michał Osóbka-Morawski, Jadwiga Staniszkis i Barbara Toruńczyk. Co jakiś czas Irena wychodziła na balkonik
i relacjonowała kolejne etapy negocjacji. Potem wyszli razem z prorektorem Rybickim i wołali, że jest jakaś obietnica rozpatrzenia postulatów w poniedziałek… Prorektor i kilku profesorów kazali nam się rozejść.

Naszych reprezentantów aresztowali. Gomułka grzmiał, że spektakl tow. Dejmka był „nożem w plecy przyjaźni polsko-radzieckiej”.

Wtargnięcie Milicji i ORMO

Pod BUW-em zgromadziło się kilka tysięcy ludzi. Było śmiesznie kiedy padało hasło siadać, a tajniacy w kapeluszach wyrastali ponad nami jak grzyby. W pewnym momencie przez główną bramę uniwersytetu wkroczyły regularne oddziały Milicji Obywatelskiej. Wjechały autobusy z robotnikami z fabryk, ale tylko na jednym było napisane Zakłady im Nowotki. Wygarniali naszych pojedynczo z tłumu. Nagle nie wiadomo skąd wypadli bojówkarze ORMO z pałami i byli tak napaleni i agresywni, że wyrywali kamienie z bruku i rzucali za uciekającymi studentami.

Ja biegłam w kierunku Wydziału Psychologii, ale gdzieś na wysokości Audytorium Maximum nogi odmówiły mi posłuszeństwa i wbiło mnie w beton. „Aktyw robotniczy” ścigał uciekających. Koledzy wybiegli po mnie z wydziału, żeby mnie zabrać, ale w tej samej chwili pałkarze chcieli wtargnąć do budynku, a dziekan prof. Tomaszewski, siwy, łagodny jak gołąbek, wyszedł i powiedział: „Panowie, ja jestem gospodarzem tego wydziału i nie jesteście mile widziani. Rzucili się z pałami, krzyczeliśmy gestapo i wyskoczyłam przed profesora, żeby go zasłonić. Dostałam drewnianą pałą kilka razy w głowę, straciłam na chwilę przytomność. Koledzy szybko schowali mnie w podziemiach budynku, żeby karetka MSW nie zabrała mnie w nieznanym kierunku. Już nie pamiętam, jak trafiłam po wszystkim do domu.

Represje

Rodzice, którzy przeżyli Holocaust, bardzo się przestraszyli. Następnego dnia wywieźli mnie do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Było nas tam więcej dezerterów z rewolty studenckiej. Nie mogłam odżałować, że nie biorę udziału w dalszym ciągu akcji, strajkach okupacyjnych itp. Ale padały argumenty, że nasz udział, tzw. bananowej młodzieży żydowskiego pochodzenia, może być wodą na młyn władzy, która przedstawiała protest studentów jako syjonistyczny spisek.

Nic nie pomogło. I tak zawieszono nas w prawach studentów na trzy miesiące, a nasi rodzice wkrótce utracili pracę i zaproponowano im bilet w jedną stronę. Ojciec, Szymon Jakubowicz, był wtedy zastępcą redaktora naczelnego „Życia Warszawy”. Matka, Maria Jakubowicz, była dyrektorem departamentu w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej. Oboje zostali zwolnieni. Ojciec zebrał nas wtedy i powiedział: „Ja nie wyjadę, to jest poniżej mojej godności dać się wyrzucić z mojego kraju. Wy możecie decydować o swoim życiu, ale my z matką nigdzie się nie wybieramy”.

I rzeczywiście wybraliśmy Polskę. Oznaczało to jednak i dla rodziców i dla nas pożegnanie się z większością dobrych, bliskich przyjaciół i duże osamotnienie.

Praca nad pojednaniem

Przez ostatnie pół wieku włożyłam ogromny wysiłek w to, żeby pojąć historię polskich Żydów, Holocaustu i dynamikę relacji polsko-żydowskich . Ale to jest temat na inne opowiadanie. Chcę tylko powiedzieć, że od lat pracuję zarówno w kraju, jak i na forum międzynarodowym, w intencji spotkania, porozumienia, wybaczenia i pojednania między tzw. obcymi.
Medytując i modląc się podczas odosobnień w Auschwitz-Birkenau odczuliśmy głęboko, że pojednanie płynie z otwartego serca, uważności, współodczuwania i pokory. Wymaga wyrzeczenia się manifestacji siły i przewagi jednych nad drugimi.

Co możemy zrobić teraz, kiedy znów powraca brunatna fala antysemityzmu i faszyzmu? Moja propozycja jest taka, żeby odpowiedzieć błękitną falą zaczerpniętą
z naszych tradycji.. Dzięki przekazom naszych nauczycieli duchowych, mądrych rabinów, cadyków oraz kapłanów chrześcijaństwa możemy nauczyć się, jak zaleczyć stare rany i rozbroić serca z warstw strachu, nienawiści, pogardy i pragnienia zemsty. Oczyścić umysły z niewiedzy, która rodzi lęk i przemoc. Po to, by wypracować nowy model współistnienia.

Mój ulubiony Rabi Nachman z Bracławia mówi: „Musimy stawać się Mensch – to znaczy kimś prawdziwe ludzkim, godnym i szlachetnym, kimś kto łączy współczucie z pasją dociekania prawdy”. Mój ulubiony papież Jan Paweł II powiedział: „ Naród żydowski żył z nami przez pokolenia, ramię w ramię, na tej samej ziemi, która stała się jakby nową ojczyzną jego rozproszenia. Temu narodowi zadano straszliwą śmierć w milionach synów i córek. Mordercy czynili to na naszej ziemi – może po to, aby ją zhańbić. Nie można zhańbić ziemi śmiercią niewinnych ofiar. Przez taką śmierć ziemia staje się relikwią”.

Moją najgłębszą intencją jest, żeby w tym i każdym miejscu na ziemi człowiek widział przed sobą człowieka, który ma prawo żyć; tutaj, obok nas. Oby czasy pogardy nigdy nie wróciły. Niech słowo Żydzi nie kojarzy się więcej z brzydzi się, wstydzi czy nienawidzi, niech Żydzi znaczy Życie!

 


„Nasze Czasopismo” nr 03-04/2018
Tanna Jakubowicz-Mount, polska Żydówka, psychoterapeutka,
przez 17 lat prowadzi „Spotkania Otwarte” na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie.
fot. IPN (http://marzec1968.pl) / Wydarzenia marcowe Uniwersytet Warszawski – Krakowskie Przedmieście (zdjęcia SB). Sygnatura tematu w systemie ZEUS: IPNBU-3-19-1.