Gospodarka Prawo Społeczeństwo

KOLEKCJONERZY SPÓŁEK

Zwrot działki przy ulicy Chmielnej 70 w Warszawie, wartej 160 mln zł, wydaje się najgłośniejszy w ostatnich latach. Warto jednak pamiętać, że kwestia odzyskiwanego mienia nie dotyczy wyłącznie stolicy.

Karol Konopka

 

Wiele miast Polski mierzy się z problemem reprywatyzacji. Tymczasem za drzwiami czai się inny groźny petent – to próby reaktywacji przedwojennych spółek. Jedna z nich została dziesięć lat temu przywrócona do życia i domagała się od największej aglomeracji w Polsce – Katowic – zwrotu aż 1/3 powierzchni miasta. Potencjalna wartość tych nieruchomości to aż 40 mld zł!

ZŁOTODAJNA SPÓŁKA Z ODZYSKU

Historia cofa nas do lat 20. ubiegłego wieku i korporacji Giesche S.A. Ten potężny inwestor (którego jedynym właścicielem od 1926 r. była amerykańska spółka Silesian-American Corporation) posiadał nie tylko kopalnie czy inne zakłady przemysłowe, ale także nieruchomości (choćby dzisiejsze osiedla Nikiszowiec i Giszowiec). Po wojnie majątek ten został znacjonalizowany, natomiast w latach 60. rząd PRL wypłacił amerykańskim akcjonariuszom zawrotne jak na tamte czasy odszkodowanie w wysokości 40 mln USD. Dawni właściciele zrzekli się wszelkich roszczeń, a skrzynie z akcjami powróciły do Polski, najprawdopodobniej trafiły do antykwariatów, nie mogąc stanowić już przedmiotu dalszego obrotu. Zdawałoby się, że dokumenty akcji powinny stanowić jedynie wartość kolekcjonerską. Tymczasem grupa kilku osób nie tylko zarejestrowała spółkę w KRS w 2005 r. (argumentując, iż nigdy nie została wykreślona z przedwojennego rejestru handlowego, a nacjonalizacji podlegał majątek spółki, a nie ona sama), ale też w 2007 r. zwróciła się do prezydenta Katowic o wydanie wypisów i wyrysów z ewidencji gruntów działek o łącznej powierzchni ponad 140 hektarów. Cel? Zmiana właściciela w księgach wieczystych. Jeżeli miasto nie zwróciłoby działek, domagano się odszkodowania w wysokości 341 mln zł.

FINAŁ W SĄDZIE

Sprawa rozpoczęta niemal dekadę temu nadal nie znalazła ostatecznego rozstrzygnięcia. Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 2 czerwca 2016 r. skazał pięciu obecnych członków zarządu na kary pozbawienia wolności. Jak zauważył w orzeczeniu, wszyscy oni działali w z góry powziętym zamiarze, jakim było osiągnięcie korzyści majątkowej, do której nie mieli jakichkolwiek praw. Tym samym ładunek społecznej szkodliwości czynu był na tyle znaczący, iż nie mogło być mowy o zawieszeniu nałożonych kar. Dodatkowo Prokuratura Okręgowa w Katowicach w sposób znaczący przyczyniła się do wykreślenia spółki Giesche S.A. z KRS, co przynajmniej w teorii powinno przyczynić się do zablokowania jakichkolwiek dalszych roszczeń. Wyrok jest nieprawomocny.

Jaki będzie finał tej sprawy? Zapewne przyjdzie nam czekać następne miesiące, kiedy najprawdopodobniej stanie ona na wokandzie Sądu Apelacyjnego. Nawet gdyby sąd drugiej instancji utrzymał orzeczenie w mocy, nadal trudno wyjść z podziwu, jak mało poświęca się uwagi podobnego typu sprawom. Tymczasem do 2009 r. ponad tysiąc przedwojennych firm zostało ponownie zarejestrowanych i należy się spodziewać, że w wielu nie chodziło jedynie o zachowanie przedwojennej nazwy czy nawiązywanie do odziedziczonych tradycji.
Oznacza to ogrom pracy po stronie organów ścigania, które będą musiały wyłapywać podobne wyłudzenia w przyszłości.

Ustawa reprywatyzacyjna, której uchwalenie nie podlega już raczej dyskusjom, powinna być kompleksowa i brać pod uwagę różnorodność przypadków. Jako postulat de lege ferenda swoim zakresem przedmiotowym powinna ona obejmować także reaktywację przedwojennych spółek, jak również to, aby z roszczeniami o zwrot mienia bądź odszkodowanie mogli zwracać się jedynie prawowici właściciele lub ich spadkobiercy. W przeciwnym wypadku niedługo ponownie usłyszymy o innych, równie zuchwałych, próbach odzyskania mienia.


fot. Ewkaa, Christophorus ex Silesia ( wikimedia.org)
„Nasze Czasopismo” nr 8/2017