Turystyka

GDYBY BRUKSELA NIE BYŁA ŚWIATOWĄ STOLICĄ CZEKOLADY…

Czym byłaby Bruksela, gdyby nie czekolada? Stolicą Europy? Mekką koronczarek czy ziemią obiecaną muzułmanów? Tym wszystkim: miastem multikulti!

Andrzej Cur

 

Z lotniska: Co można myśleć o stolicy Europy i malutkiego państwa, które jeszcze parę lat temu chciało samo się podzielić na połowę: francuską i flamandzką…?

A więc wylądowaliśmy i biegiem na przystanek: w busie z lotniska dowiedziałem się z opowieści – po rosyjsku – gruzińskiego kierowcy, byłego nauczyciela z Tbilisi, że Saakaszwili to tylko nabija sobie kieszenie i ucieka teraz po całej Europie (jego żona ma międzynarodowe obywatelstwo) …a w ogóle to, jak mu potwierdziła nasza mołdawska współtowarzyszka podróży, polityka tylko dzieli ludzi, bo: „wszyscy chcemy po prostu dobrze zarabiać i spokojnie żyć”. Sama zaczynała budować swoje lepsze życie w Cieszynie, przy mężu pracowniku polskiej budowy. Później w Salonikach, gdzie kupiła swoje pierwsze mieszkanie i teraz w Brukseli, gdzie najlepiej zarabia, wraz z koleżanką Urszulą z warszawskiej Woli… a tak przy okazji to zabierze nas w niedzielę autem do Waterloo, bo tam pięknie jest!” Pełna akceptacja i pomoc w zwiedzaniu po 10 minutach jazdy busem…

Bazylika „opaczności”

Belgijskie „Pola Elizejskie” rozciągają się pięknym parkiem i szerokimi alejami, których zwieńczeniem jest bazylika pod wezwaniem Najświętszego Serca – największy kościół na świecie w stylu art déco. Król Leopold II „miał sen” i go realizował od 1880 r. To znaczy realizowali jego poddani: budowę zakończono w 1969 r. – tę świątynię wdzięczności króla za wolną Ojczyznę budowano prawie 100 lat, a dziś w niedziele świeci pustkami. Jeśli dobrze policzyłem, to na mszy było 36 osób, stary proboszcz… i pies. Najważniejszy jest… taras z widokiem na całą stolicę, do „paczania”. Można tam się dostać nowoczesną windą i cieszył się większą frekwencją niż msza poniżej… Amen.

„Koronkowa robota”

Przed hotelem, po wyjściu z metra zaczepili nas młodzi uśmiechnięci chłopcy i zapytali, skąd jesteśmy. Uśmialiśmy się, że z Holand-Poland i „walensa” i nauczyli nas przybijać „piątki” po ichniemu: prawą dłonią z wykopem lewej nogi … a jeden z nich dyskretnym ruchem sprawdził, czy na lewym nadgarstku mam zegarek: nie miałem. Na szczęście spoczywał w kosmetyczce żony…

Koronki: z tego słynie Bruksela. Przy rynku głównym jest piękny sklep z koronkami. Weszliśmy, podziwiamy ręcznie haftowane serwety i poduszki w kwiatki: „jak u mojej mamy” komentujemy i sprzedawczyni okazuje się Polką. Krótka wymiana grzeczności: „no i jak się Pani mieszka, tylu teraz nowych imigrantów, pewnie strach? ”. A nie – już się przyzwyczaiłam. W końcu mieszkam tu ósmy rok… Chociaż – wspomina: „w zeszłym roku to mi całą torebkę ukradli. ..Ale ogólnie jest dobrze”. Uśmiech.

Brak bezpieczeństwa ?

Na ulicach dzikie tłumy, w barach i restauracjach gwar. Zajadają grube frytki z majonezem i popijają piwem Kwak (super specjalna szklanka w drewnianym stojaku) oraz piją gorącą czekoladę na deser.

Witryny na Les Galeries Royales Saint-Hubert pełne czekolad, pralin i wielkanocnych jajeczek. Tłumy takie, że przejść się nie da… Leonidas i inne stuletnie marki kuszą bogatymi zestawami. Ktoś krzyczy na ulicy po polsku, przeklina… czujemy się nieswojo i – po zakupach – szybko się oddalamy do najbliższego zejścia do metra. Tam stoi czterech, w pełni uzbrojonych policjantów oddziałów specjalnych z długą, maszynową bronią. Każdy patrzy w inną stronę. Są raczej doświadczeni niż młodzi, skupieni na swojej pracy. Czujemy się bezpiecznie, są także na każdym dużym dworcu przesiadkowym. Po zamachach są widoczni i dobrze, od tego jest ta służba. Ludzie się kłębią, ale czujemy się bezpiecznie w kolorowym tłumie.

Międzynarodowo- niespodziankowo

Zabieramy walizki i zostawiamy w recepcji – ostatni dzień, wizyta w Europarlamencie, po drodze mijaliśmy zawsze ten sam polski bar „Biały Orzeł’. Ddziś dostarczamy „Nasze Czasopismo”, ale rano zamknięte, zatem zapełniamy właścicielowi skrzynkę pocztową, na pewno się ucieszy! Teraz szybko metro, autobus, spacer i już piękne budynki europejskiego parlamentu, szklane ściany. Przechodnie jacyś śliczni, krawaciarze i białe bluzeczki, teczki dyplomatki, a na białych masztach łopocą flagi całej Europy, wśród nich biało-czerwona. I łezka w oku się zakręciła: na ścianie tablica pamiątkowa „Solidarności” 1980 – naszej Solidarności dziesięciomilionowej.

Ale co tam łzy: kątem oka dostrzegam znajome twarze: po schodach szybko wchodzą: Katarzyna Lubnauer, Miłosz Hodun i Bartłomiej Nowak oraz, bonus, moja liderka. Macham ręką, wołam, podbiegam i witamy się. Ale spotkanie, uśmiechy, uściski. Niespodzianka w ostatni dzień wycieczki, żona robi zdjęcia, dziękujemy i życzymy owocnych rozmów. Owocnych dla Polski na spotkaniach m.in. z przewodniczącym Partii Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE) Hansen van Baalenem i Guyem Verhofstadtem, przewodniczącym frakcji ALDE.

Do zobaczenia w Polsce, do zobaczenia na Bemowie.


„Nasze Czasopismo” nr 5/2018
fot. pixaby.com