Społeczeństwo

UTRACONA NAGRODA

Najsłynniejszą nagrodę dziennikarską ustanowił imigrant z Węgier do USA Joseph Pulitzer. Sukces odniósł opisując tragedie, przestępstwa, sensacje i skandale. Po koniec życia przeznaczył 2 mln dolarów na stworzenie Wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Columbia i nagród swego imienia. Nigdy nie jest za późno na skruchę.

Jerzy Cichowicz

 

Umiejętnie przeprowadzony wywiad z kimś sławnym i w przełomowym dla niego momencie otworzył niejednemu dziennikarzowi drogę do światowej kariery. Pomijając wszelkie nagrody i wyróżnienia, wywiady posiadają niezwykłą moc sprawczą. Mogą promować nie tylko bohatera wywiadu – także dziennikarz, dzięki starannemu przygotowaniu wywiadu, może wiele zyskać.

Pracując nad pytaniami może wesprzeć się wieloma źródłami i tym samym wspiąć na wyżyny wiedzy, intelektualnej perwersji oraz erudycyjnej maestrii. Dlatego redakcyjne opracowanie tekstu, na który składają się wcześniej opracowane pytania i udzielone odpowiedzi, jest tak ważne.

Praca redakcyjna nad odpowiedziami czasami przyjmuje formę pracy grupowej, co często odbiera całości autentyczność i świeżość, ale znacznie ułatwia późniejszą autoryzację tekstu. Autoryzacja prowadzi jednak często do znacznego zniekształcenia wizerunku wszystkich uczestników wywiadu. Doświadczony dziennikarz potrafi zapanować nad tymi zagrożeniami
i uniknie popadnięcia w przesadę i patos. W moim przypadku nie musiałem się o to wszystko martwić, ponieważ do wywiadu w ogóle nie doszło.

Pomysł na „Pulitzera”

Zamierzałem przeprowadzić wywiad z Posłem na Sejm RP, a jego głównym tematem miała być przyszłość kultury narodowej oraz roli teatru w jej urzeczywistnianiu. Wywiad miał być pełen odważnych dygresji na temat awangardy oraz innych dziedzin sztuki. Aby przygotować się do tego ambitnego zadania, przeczytałem praktycznie wszystko, co o moim niedoszłym rozmówcy znalazłem w Internecie. Przejrzałem także wszystkie dokumenty dostępne w repozytorium Sejmu i prezentujące tzw. aktywność poselską.

Udało mi się to wszystko ogarnąć w trakcie jednej przerwy reklamowej podczas oglądania filmu. Już następnego dnia podjąłem pierwsze próby kontaktu z Posłem w celu umówienia spotkania. Zakładałem, że przynajmniej jedno takie spotkanie jest konieczne, aby wywiad był wartościowy dla czytelników.

Podczas tych prób zdałem sobie sprawę, że moje szanse na najważniejszą dla dziennikarzy nagrodę są znikome. Dane statystyczne na stronie Uniwersytetu Columbia, który przyznaje nagrody Pulitzera wskazują, że otrzymują je głównie amerykańscy dziennikarze, pisarze, poeci i dramaturdzy, chociaż amerykańskie obywatelstwo aplikującego nie jest warunkiem koniecznym.

Niezrażony tą okrutną statystyką, dzwoniłem na wszystkie udostępnione mi przez wydawcę numery telefonów komórkowych. Tu nadmienię, że zostałem zaopatrzony nie tylko w numer osobistej komórki Posła, ale także w numery jego najbliższych współpracowników.

Zazwyczaj takie rutynowe spotkania polityków z dziennikarzami umawiają ich asystentki lub asystenci. To oni dysponują ich kalendarzami i zarządzają kontaktami i spotkaniami. Organizują wszelkie wyjazdy krajowe i zagraniczne swoich pracodawców. Dlatego kontakt z nimi jest często niezbędny, a zawsze pomocny.

Przez prawie trzy tygodnie nękałem telefonami całą trójkę. Cierpliwie nagrywałem się na elektroniczną sekretarkę i przypominałem za pomocą SMS-ów. Dwa razy moje telefony zostały odebrane. Raz przez asystenta i raz przez współpracownicę o nieznanym mi zakresie obowiązków. W odpowiedzi na moje prośby o umówienie spotkania usłyszałem tylko mało wiarygodne usprawiedliwienia personelu biura poselskiego.

Należę do ludzi, którzy telefon wykorzystują do nawiązywania kontaktów z innymi. Dlatego – jeżeli dzwoni do mnie ktoś ze znajomych lub spodziewam się telefonu od kogoś, kogo wprawdzie nie znam, ale znajomi uprzedzili mnie o jego telefonie, to nie mogąc natychmiast odebrać połączenia – oddzwaniam jeszcze tego samego dnia lub nazajutrz rano. Może dlatego uznałem, że moje kłopoty w nawiązaniu kontaktu z Posłem nie są dziełem przypadku. Idąc tym tropem, pomiędzy kolejnymi próbami nawiązania kontaktu, przeszukałem Internet w poszukiwaniu informacji o tym, jak politycy i urzędnicy państwowi skutecznie unikają połączeń telefonicznych.

Bell na to by nie wpadł…

Nie udało mi się przeprowadzić ciekawego wywiadu z Posłem, do czego zobowiązałem się w wyznaczonym na kolegium redakcyjnym terminie. Może w zamian przynajmniej podzielę się zebranymi informacjami. Instrukcja typu „krok po kroku”, a pozwalająca w prosty sposób zablokować niechciane połączenia, może być użyteczna dla każdego. Możemy wykorzystać ją do osłony przed „atakami” ze strony niechcianych adoratorek lub adoratorów, a także natarczywych telefonów od akwizytorów.Większość ludzi zamożnych, do których z całą pewnością możemy zaliczyć polityków i urzędników państwowych, używa telefonów firmy Apple, dlatego instrukcja dotyczyć będzie tego telefonu i jego systemu operacyjnego. Procedura jest prosta
i składa się z trzech kroków:

Krok pierwszy.
Otwórz aplikację „Ustawienia”, która znajduje się w pierwszym ekranie początkowym i wejść w zakładkę: „Nie przeszkadzać”.

Krok drugi.
Należy włączyć opcję „Ręcznie” – to uaktywni tryb „Nie przeszkadzać” i na górnym pasku pojawi się ikona półksiężyca. Następnie należy wybrać zakładkę „Rób wyjątki dla”. Domyślna opcja dla tej opcji dotyczy kategorii „Ulubione” (dotyczy to naszych kontaktów).

Krok trzeci.
Po wyborze opcji „Rób wyjątki dla” otworzy się strona wyboru. Jeżeli pozostawi się opcję domyślną „Ulubione”, telefon będzie realizować połączenia wykonane jedynie przez te kontakty, które zostały dodane do listy ulubionych. Jako że niewielu użytkowników telefonu dba o właściwą zawartość tej listy, dla wygody proponuję wybór opcji „Wszystkie kontakty”. Wtedy uzyskamy pewność, że nie pominiemy połączenia od nikogo istotnego. Większość z nas do książki telefonicznej wprowadza tylko ważne dla nas numery.

Po zastosowaniu tricku, polegającego na sprytnym wykorzystaniu trybu „Nie przeszkadzać”, wasz telefon przestanie dzwonić oraz wibrować – całkowicie zignoruje połączenia od wszystkich tych, którzy znajdują się poza waszą książką kontaktów.

Jestem przekonany, że ten trick pozwala politykom i urzędnikom skutecznie ignorować nasze wysiłki dotarcia do nich ze sprawami. Jedyny naprawdę skuteczny sposób przekazania im informacji to karta do głosowania, a nie telefon


„Nasze Czasopismo” nr 5/2018
fot. pixaby.com