Kultura

EDUKACJA BEZ TABU – CZY TO TAKIE TRUDNE?

Wszechogarniający chaos informacyjny osacza również najmłodszych. I nawet najsroższa rodzicielska cenzura nie uchroni ich przed unoszącymi się „w powietrzu” słowami typu wojna, zagłada, śmierć, feminizm, rasizm, demokracja. A towarzyszące im emocje budzą naturalną dziecięcą ciekawość.

Anna Schwerin

 

Od lat łamię daną sobie obietnicę, że podczas Warszawskich Targów Książki będę „tylko” oglądać. Kiedyś mogłam jeszcze liczyć na solidarność wystawców, ale od jakiegoś czasu są zaopatrzeni w terminale płatnicze, co zdecydowanie komplikuje moją sytuację. Nowości szukam zawsze w dwóch segmentach: książkach o muzyce i przeznaczonych dla dzieci o tzw. ważnych sprawach.

Kilka lat z dużym zainteresowaniem śledziłam serię „Mała książka o…”, która zaistniała na rynku wraz z naszym przystąpieniem do Unii Europejskiej. Autorkami są szwedzkie pisarki Pernilla Stalfelt (miłość, przemoc, tolerancja, życie, śmierć) i Sassa Buregren (feminizm, demokracja). Ich  wydawca dostrzegł lukę ofertową i wprowadził do obiegu książki dla dzieci tłumaczące trudne czy niepokojące (nie tylko najmłodszych) pojęcia.

Bardzo szybko do serii dołączyli Magdalena Środa (O Gender i innych potworach, Mała książka o tolerancji, Etyka dla myślących), Anna Laszuk (Mała książka o homofobii), Eliza Piotrowska (A ja jestem Polak mały, moim krajem jest świat cały, My, ludzie), Mamadou Diouf (Mała książka o rasizmie) i – uwaga, nowość – Zuzanna Pol (Kim oni są, ci muzułmanie).

Zagłada w utworach dla dzieci

O serii tej przypomniałam sobie słuchając zapowiedzi utworów wykonywanych podczas koncertu upamiętniającego 75. rocznicę likwidacji krakowskiego getta. W Synagodze Tempel na Kazimierzu wystąpiła orkiestra „Józefina” ze Szkoły Muzycznej II Stopnia im. Bronisława Rutkowskiego pod dyrekcją Tadeusza Płatka. W starannie dobranym repertuarze znalazł się również temat Johna Williamsa z filmu „Lista Schindlera”. Solową partię skrzypiec zjawiskowo wykonała Wiktoria Suder – koncertmistrzyni orkiestry.

Wrażenia dopełniła wypowiedź dyrygenta. Tadeusz Płatek oświadczył, że utwór ten jest nieformalnym hymnem zespołu, że szkoła muzyczna działa w budynku, w którym podczas II wojny światowej mieścił się Urząd Pracy i szpital na terenie nazistowskiego getta dla ludności żydowskiej, a uczniowie doskonale znają historię miejsca swojej edukacji.

Ten sam dyrygent parę lat wcześniej objął kierownictwo muzyczne polskiej premiery musicalu „Korczak” Nicka Stimsona (scenariusz, słowa) i Chrisa Williamsa (muzyka). Spektakl został wystawiony (wraz ze „Strasznym Dworem” Stanisława Moniuszki) z okazji inauguracji nowego gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej – Europejskiego Centrum Sztuki
w Białymstoku. Był też wyrazem protestu zespołu przeciw rasistowskim atakom na mniejszości.

Wybór tego tytułu wiązał się również z obchodami Roku Janusza Korczaka (2012). Musical wystawiono pod patronatem UNESCO, przy współpracy Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie. Wersja koncertowa Korczaka towarzyszyła konferencji naukowej Rzecznika Praw Dziecka.

Zadbano także o stronę edukacyjną. Podczas konferencji dla nauczycieli „Z przeszłością w przyszłość. Jak uczyć o Holokauście?” zaprezentowano scenariusze lekcji „W świecie wartości Janusza Korczaka” Anny Janiny Klozy i Małgorzaty Rusiłowicz, a także dwie książki dla dzieci: „Powieki – bajka dedykowana Januszowi Korczakowi i jego dzieciom” Michała Rusinka oraz „Co wydarzyło się w czasie Zagłady. Opowieść rymowana dla dzieci, które chcą wiedzieć” Batszewy Dagan – izraelskiej poetki, pisarki i twórczyni metody psychologiczno-pedagogicznej pomagającej przekazywać dzieciom i młodzieży wiedzę o Zagładzie.

Wystawienie musicalu „Korczak” było wydarzeniem bez precedensu. Zaangażowano do niego nie tylko Chór Dziecięcy Opery i Filharmonii Podlaskiej, ale także dzieci i młodzież wyłonione podczas castingu. W sumie w dwóch obsadach na scenie była ich ponad setka w wieku wychowanków Korczaka od 6 do 14 lat. Recenzje były entuzjastyczne i do dzisiaj można po nie sięgnąć na stronie www.korczakmusical.com.

Samego musicalu jednak zobaczyć już nie można. Dołączył do tzw. dzieł okolicznościowych. Nie pomogło mu, że powstał specjalnie z myślą o młodych adeptach sceny musicalowej i ich możliwościach, że patronatu musicalowi udzielił Youth Music Theatre – brytyjska organizacja promująca teatr muzyczny dla młodzieży, że wreszcie przedstawienie docenili krytycy.

Co i jak tłumaczyć?

Podejrzewam, że spektakl dotykający śmierci dzieci jest zbyt trudny do przełknięcia dla dyrektorów teatru. Jak to zareklamować, jak zachęcić publiczność? Może poprosić o pomoc Ministerstwo Edukacji i wprowadzić ten spektakl na listę pozycji obowiązkowych dla uczniów? A przy okazji dla ich rodziców. Po prostu: edukacja przez sztukę.

Zapytałam Tadeusza Płatka, który uczestniczył w castingach dzieci i młodzieży do „Korczaka” o reakcje rodziców przyprowadzających pociechy na przesłuchanie. Czy wiedzą, w jakiej sztuce chcą umieścić dzieci? Czy nie obawiają się trudnych pytań? Czy wreszcie nie boją się traumy związanej z tematem, która może wystąpić u wrażliwszych jednostek?

– Rodzice nie mieli, o dziwo, tego typu obaw – odpowiedział Płatek – natomiast my, realizatorzy, baliśmy się, choćby tego, jak powiedzieć dzieciom, że w trzeciej scenie umierają w komorze gazowej. Dlatego na wszelki wypadek poprosiliśmy o pomoc i psychologiczne wsparcie edukatorów z Instytutu Yad Vashem. Sam musical momentami przypomina oratorium, to bardzo symboliczne, poruszające dzieło – dodał.

Na przeciwległym biegunie znajduje się opera dziecięca „Brundibar” Hansa Krasy (1899-1944), dość często pojawiająca się w repertuarze młodych zespołów artystycznych. Najnowsze jej wykonanie  odbyło się w połowie kwietnia w warszawskim Teatrze Komedia. W tytułowej roli wystąpił Filip Warot, a towarzyszył mu Chór Dziecięcy Miasta Łodzi, założony, przygotowany i prowadzony przez Waldemara Sutryka oraz muzycy Filharmonii Łódzkiej. „Brundibara” wyreżyserował Artur Hofman. Jak na operę, jest to utwór dość krótki – trwa ok. 40 minut. W konwencji baśni opowiada historię rodzeństwa, które chciało śpiewaniem zarobić na mleko dla chorej matki. A tytułowy Brundibar – nieżyczliwy dzieciom kataryniarz – w finale zostaje pokonany.

O ile treść wydaje się prosta czy wręcz naiwna, to historia dzieła budzi grozę. Premiera i kolejne spektakle „Brundibara” odbyły się w obozie przejściowym w Teresinie (1943), a po rejestracji na potrzeby nazistowskiego filmu propagandowego „Hitler daje Żydom miasto”, wszyscy wykonawcy zostali wysłani do Oświęcimia. I znowu pojawia się pytanie: jak przekazać tę historię dzieciom.

– Jak najprościej – odpowiada Anita Vranjes, menadżerka zespołu.  – Gdy TSKŻ (Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce) zaproponowało nam udział w operze – dodała – wysłaliśmy mail do rodziców i dzieci wyjaśniając historię powstania opery, jej wystawienia 55 razy w Theresienstadt (dzieci wiedzą też o samym Theresienstadt) oraz o losach kompozytora, reżysera, muzyków i samych dzieci-artystów.

W mailu była również informacja, że próby do Brundibara będą próbami dodatkowymi w niedziele (dzieci normalnie ćwiczą po 6-7 godzin tygodniowo), więc będzie to spore dodatkowe obciążenie i jest to projekt tylko dla chętnych. 90 proc. dzieci wpisało się na listę i przychodziło na niedzielne próby! – podkreśliła Vranjes. – Równocześnie poprzez kontakty z chórami dziecięcymi z Norymbergi czy z Niemieckiej Opery Narodowej (wymiany, wspólne koncerty) pokazujemy dzieciom, że obecni Niemcy to nie są tamci z czasów II wojny światowej i że dzieci takie jak one żyją, śpiewają, bawią się na całym świecie – powiedziała menadżerka zespołu.

Okazuje się zatem, że prostota przekazu sprawdza się przy trudnym temacie w każdej dziedzinie. To my, dorośli mamy obiekcje i lęki, które nas paraliżują. Jeżeli nie wiemy, jak rozmawiać – sięgnijmy po pomoc zawartą w książkach czy spektaklach teatralnych. Na szczęście jest ich coraz więcej.


„Nasze Czasopismo” nr 5/2018
fot. Anna Taraska