Polityka

KOSZTOWNA KLĘSKA 500+

Rządowa propaganda przedstawia program 500+ jako sukces i socjalną zdobycz. W rzeczywistości zdecydowana większość społeczeństwa finansowo na nim traci, ponosząc jego horrendalne koszty
poprzez podatki. A deklarowane cele 500+ w najmniejszym stopniu nie zostały zrealizowane.

Jacek Władysław Bartyzel

 

Głównym problemem programu Rodzina 500+ są kolosalne koszty. Finansowanie pochłania rocznie ok. 24 miliardów złotych, czyli 1,3% PKB. Jeśli program ten utrzyma się do końca kadencji, pochłonie niemal 100 miliardów. Wprowadzenie tego programu spowodowało, że nakłady na ogólnie pojmowaną pomoc społeczną wzrosły o jedną trzecią i stanowią czwartą największą (po systemie emerytalno-rentowym, edukacji i zdrowiu) pozycję w wydatkach państwa.

Zapłacą podatnicy

Pieniądze te oczywiście nie spadają z nieba. Wszystkie wydatki publiczne finansowane są przez podatników – dzisiejszych, lub, w wypadku zadłużania państwa, także przyszłych. Rządowa propaganda mówi o tym, jak wielu jest beneficjentów programu 500+. Istotnie, pieniądze rozdawane są rodzicom prawie 4 milionów dzieci. Półtora miliona rodzin kwalifikuje się do zapomogi na pierwsze dziecko. Mamy jednak 2,9 miliona dzieci, którym 500+ nie przysługuje, ale nie to jest istotne, gdy patrzymy na ten program z perspektywy podatnika.

O wiele istotniejsze, że każdy obywatel, który nie korzysta z 500+, jest przez ten program poszkodowany. Na podatki składamy się wszyscy – nie tylko płacąc daniny od dochodów, ale także na ponad 100 innych sposobów (dokładnej liczby podatków nie potrafiło oszacować Biuro Analiz Sejmowych). Nawet więc osoby niezarabiające płacą np. podatki pośrednie, takie jak VAT. Niby to oczywiste, problem w tym, że mało kto uświadamia sobie związek między wydatkami takimi jak 500+ a podatkami, które płacimy. Średnio jednego Polaka (wliczając także dzieci i emerytów) finansowanie programu kosztuje rocznie około 660 zł. Dzieląc koszt wyłącznie na osoby aktywne zawodowo to już 1450 zł. Gdyby więc 500+ zlikwidować, bez zmiany deficytu budżetowego można znacząco zmniejszyć każdemu Polakowi obciążenia podatkowe.

Alternatywnie, 25 miliardów zł rocznie to 45 proc. wpływów z podatku PIT. Oddanie podatnikom tych pieniędzy pozwoliłoby zmniejszyć obecne stawki z 18 i 32 proc. do około 10 i 17proc., i to bez uwzględniania efektu tzw. krzywej Laffera (po jej uwzględnieniu obniżka mogłaby być większa). Gdyby zamiast tego obniżkę przełożyć na podatek VAT, stawki mogły by spaść do około 21 proc. (z 23proc. obecnie) i 6 proc. (z 8proc.).

Zaskakuje, że interesów podatnika nikt nie broni. Nawet partie opozycyjne tak bardzo uwierzyły w mit, jakoby nie można było mówić o likwidacji 500+, żeby nie przegrać wyborów. Jest raczej przeciwnie – wystarczy bardzo czytelny przekaz, by pokazać, że zdecydowana większość społeczeństwa traci na tym programie, a likwidacja połączona z obniżką podatków może oznaczać ogromne korzyści nie tyle dla budżetu państwa, ale dla budżetów gospodarstw domowych.

Pomoc dla najbiedniejszych

Istnieje spora grupa osób potrzebujących pomocy. Pamiętać jednak należy, że aby pomoc nie deprawowała, musi być ona udzielana na zasadzie wyjątku, a nie reguły. Powszechny program jak 500+ jest nie do pogodzenia z tą zasadą. Niezależnie od 500+ można zaproponować przemyślany program wsparcia najuboższych rodzin zaprojektowany tak, by dawał on realną pomoc wąskiej grupie najbiedniejszych, a jednocześnie nie zachęcał do bierności zawodowej. PiS przywoływał swego czasu statystyki (jak się później okazało, nieprawdziwe) jakoby program 500+ zredukował ubóstwo skrajne u dzieci o 94 proc. Przyjmując jednak dane z tych statystyk, ubóstwo to dotyczyło poniżej 700 tys. dzieci. Gdyby więc uznać za usprawiedliwione obciążenie podatnika kosztami wyciągnięcia tych dzieci ze skrajnego ubóstwa, łatwo policzyć, że program ten powinien kosztować trochę ponad 4 miliardy złotych rocznie (500+ to 6000 zł rocznie na jedno dziecko). Pozostałe 21 miliardów trafia jednak zupełnie gdzie indziej, a przecież wśród podatników też są potrzebujący.

Cel 500+ a rzeczywistość

Program Rodzina 500+ jest więc drogim i nieefektywnym programem socjalnym. Deklarowany cel był inny – zwiększenie dzietności. W tym aspekcie jednak także brakuje sukcesów. Niewątpliwie demografia jest znaczącym problemem: gdy system emerytalny nadal w większości opiera się na schemacie piramidy finansowej eufemistycznie zwanym „solidarnością międzypokoleniową”, zbankrutuje on szybciej, gdy długość życia się zwiększa, a dzietność maleje. Wzrost dzietności po wprowadzeniu 500+ był jednak niewielki. Liczba narodzin w 2016 r. wzrosła o 12,7 tysięcy w stosunku do 2015 i o kolejne 20 tysięcy w 2017 r. To oznacza aż milion złotych wydatków na 500+ w przeliczeniu na jedno dodatkowo narodzone dziecko. W dłuższej perspektywie, jako element rosnącego fiskalizmu, 500+ doprowadzi do spowolnienia gospodarczego, co na decyzje rodzin o posiadaniu potomstwa może mieć wręcz negatywny wpływ.

Negatywne skutki 500+

Negatywnych efektów społecznych i ekonomicznych widać coraz więcej. Aktywność zawodowa kobiet drastycznie spadła i jest na najniższym poziomie od 20 lat. Szacunki mówią
o 100 tysiącach kobiet, które wycofały się z rynku pracy. Wiele osób wprost deklaruje, że nie pracuje, bo łatwiej jest żyć za 500+ – dotyczy to zwłaszcza osób słabo wykształconych, które tak zniechęca się i do pracy i podnoszenia kwalifikacji. To demoralizujące i dla nich, i dla pracujących, którzy na finansowanie tych pierwszych płacą.

Pozorne korzyści

Lewica się cieszy, że program ten, jako największy transfer socjalny, zmniejsza nierówności. Tyle że ta radość opiera się na zupełnie arbitralnym założeniu, jakoby nierówności były z natury złe. Założenie to łatwo obalić: brak nierówności oznacza brak motywacji do poprawy swojego losu, do pracy i nauki. Często też zwolennicy 500+ mówią o przywróceniu polskim rodzinom godności. To bardzo wątpliwy argument. Z jednej strony mamy swoistą jałmużnę dla wybranej grupy (wcale niekoniecznie najbiedniejszej) – z drugiej duże kwoty siłą zabierane większości społeczeństwa. Trudno to połączyć z godnością. Jeśli zaś przez godność rozumieć możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb, do tego wystarczyłby nakierowany na najbiedniejszych program socjalny, o którym mowa wyżej.

Bez owijania w bawełnę

Opozycja powinna zapomnieć o licytowaniu się z PiS na socjalne rozdawnictwo – w tej kategorii PiS i tak będzie bardziej radykalny. Determinacja do likwidacji 500+ nie tylko jest etycznie i ekonomicznie uzasadniona. Postulat zakończenia programu może być nośnym hasłem, które uzyska szerokie społeczne poparcie, jeśli bilans programu będzie czytelnie przedstawiony. Kilka lat temu pewien producent pasty do zębów przeprowadził słynną reklamę z pytaniem „Czy wiesz, kto płaci za pudełko?”. Teraz warto podobnie uświadomić podatnikom, kto płaci za 500+.


„Nasze Czasopismo” nr 5/2018
fot. pixabay.com